List Prałata, tym razem pisany z Meksyku. Sierpniowe święta maryjne mogą być dla nas dobrą okazją do naśladowania życia Maryi, które przebiegało zwyczajnie, ale blisko Chrystusa.
Najdrożsi: niech Jezus zachowa moje córki i moich synów!
Maryja została wzięta do nieba, radują się zastępy aniołów[1]. Maryja została wzięta do nieba z duszą i ciałem i aniołowie biorą udział w tym radosnym wydarzeniu. Również wszyscy chrześcijanie napełniają się radością, ponieważ Najświętsza Maryja Panna żyje wiecznie w pełni Boga, kontempluje i kocha Przenajświętszą Trójcę w niebieskiej chwale.
W liście, jaki kieruje w tym miesiącu bp Javier Echevarría do wiernych Opus Dei, zachęca on do wdzięczności Bogu za wszystkich kapłanów, ponieważ "Kapłaństwo to miłość Serca Jezusowego".
Najdrożsi: niech Jezus zachowa moje córki i moich synów!
Tuż po wspomnieniu św. Josemaríi, kieruję się sercem i umysłem ku naszemu Ojcu, pragnąc uciekać się do jego wstawiennictwa stale i jeszcze bardziej intensywnie. Refleksja nad jego powołaniem kapłańskim, nad jego niezwykle hojną odpowiedzią na to, co Pan ukazał mu 2 października 1928 roku, pozwala nam ponownie odkryć niezmierzoną skuteczność świętego kapłana. Ileż razy powtarzał nam, że kapłani nie osiągają zbawienia sami: zawsze idzie za nimi ogrom dusz! Stąd potrzeba, abyśmy my, chrześcijanie, modlili się niezmordowanie za świętość safarzy Chrystusa, aby oddając się w pełni otrzymanemu zadaniu i będąc wiernymi powołaniu otwierali drogę do Nieba niezliczonej rzeszy ludzi.
Ojciec Leonard Feeney jest z jednej strony ciekawą, z drugiej zaś tragiczną postacią w najnowszej historii Kościoła amerykańskiego. Przed II Wojną Światową zaliczano go do najlepszych teologów tradycji tomistycznej w USA. Po wojnie wszedł w konflikt najpierw ze swoimi przełożonymi zakonnymi, a następnie z samym Świętym Oficjum. Został ekskomunikowany nie za herezje, czy błędy teologiczne, lecz za nieposłuszeństwo władzy kościelnej.
Leonard Feeney urodził się w 1897 roku w Lynn koło Bostonu, wstąpił do Towarzystwa Jezusowego i w 1927 przyjął święcenia kapłańskie. Przez jakiś czas studiował w Anglii, w Oksfordzie, a następnie pracował jako wykładowca w Boston College. W 1940 r. rozpoczął współparcacę z nowopowstałym Centrum św. Benedykta w Cambridge (Massachussets), którego celem była duchowa opieka nad studentami katolickimi oraz krzewienie wiedzy o Kościele wśród niekatolików.
Niektórzy twierdzą że mało nas zostało w Kościele; ja odpowiedziałbym im, że jeśli wszyscy lojalnie będziemy strzec doktryny Chrystusa szybko wzrośnie liczba wiernych ponieważ Bóg chce by jego dom napełnił się. W Kościele odkrywamy Chrystusa, który jest Miłością naszych miłości. I tego powołania winniśmy życzyć wszystkim, tej intymnej radości, która oszałamia duszę, tej świetlistej słodyczy miłosiernego Serca Jezusowego.
Słyszymy powtarzające się zdanie: winniśmy być ekumeniczni. Być może. Obawiam się jednak, że za niektórymi inicjatywami, które same się zwą ekumenicznymi, kryje się oszustwo, ponieważ są to działania, które nie prowadzą do miłości Chrystusa, do prawdziwego krzewu winnego. Dlatego brak im owocu. Codziennie proszę Pana, aby poszerzył moje serce, aby kontynuował przekształcać w nadprzyrodzoną tę miłość, do wszystkich ludzi, bez względu na rasę, naród, warunki kulturalne czy majątkowe, którą wzbudził w mojej duszy. Szczerze szanuję wszystkich, katolików i nie katolików, tych którzy wierzą w coś i tych którzy nie wierzą, którzy sprawiają mi smutek. Lecz Chrystus założył tylko jeden Kościół, ma tylko jedną Oblubienicę.
W katolickiej Odnowie Charyzmatycznej zdarza się kontrowersyjne zjawisko "odpoczynku w Duchu". Wskutek nałożenia rąk ludzie przewracają się do tyłu i tracą przytomność. Przez zwolenników uważane jest ono za szczególną łaskę od Ducha Świętego, przez przeciwników uważane za sztuczkę psychologiczną lub efekt zbiorowej histerii. Ponieważ zjawisko zostało ostatnio "zareklamowane" i przedstawione w pozytywnym świetle w filmie dokumentalnym "Duch" (patrz informacja na Fronda.pl) radzę zapoznać się z dokumentami Odnowy, które już wiele lat temu zalecały daleko idącą ostrożność odnośnie "odpoczynku w Duchu". Poniżej mój przekład wyszperanych przez Atanazego z Forum Frondy fragmentów VI dokumentu z Malines:
Za czasów papieża Klemensa VIII zdarzyło się, że w grobie kościoła Najświętszej Maryi Panny Monticelli pochowano człowieka pozornie umarłego. Po niejakim czasie umarły ten odzyskał przytomność i przekonał się o straszliwym położeniu swoim. Wstaje – szuka wyjścia, lecz ciemności dokoła, wyjścia znaleźć nie może. Woła ile tylko sił w piersi, lecz nikt nie słyszy.
Zmęczony siada, rozważa, co począć, trupy dokoła, zgnilizna zewsząd go zalatuje – więc tu będzie musiał skończyć śmiercią powolną…. Tu miał z kielicha boleści umierania pić kroplę po kropli, tu miał w całej okropności doświadczyć na sobie, co to znaczy umierać. I zimny pot występuje mu na czoło, rozpacz chwyta go za serce. Wtem do tej ciemnicy pada promień światła, – słyszy z daleka kroki ludzkie – z okrzykiem radości wyskakuje z grobu, bo otworzono grób, aby w nim nowego złożyć trupa….
Jakże okropne było położenie tego człowieka – nieprawdaż? Cóż dopiero, gdyby nikt nie był przyszedł na ratunek!… A teraz pomyślcie, żeby i nas coś podobnego spotkało….
Każdy, kto bliżej interesuje się sprawami Kościoła zdążył się już przekonać, że znany watykanista Andrea Tornielii nie jest nieomylny, i że z czasem raczej się od dziennikarskiego infalibillizmu oddala. Złośliwi twierdzą nawet, że to wynik wyschnięcia źródła informacji. Miał nim być Joaquin Navarro Valls posługujący się kontrolowanymi przeciekami w bieżących watykańskich rozgrywkach w ostatnim okresie pontyfikatu Jana Pawła II. Jednak najnowsza prognoza Tornielliego, w myśl której amerykański dominikanin, ojciec Augustine Di Noia ma zastąpić arcybiskupa Malcolma Ranjitha na stanowisku sekretarza Kongregacji Kultu Bożego, może okazać się trafna. Ojciec Di Noia jest bowiem nie tylko jednym z najaktywniejszych i najbardziej cenionych teologów w Stanach Zjednoczonych, ale także cieszy się zaufaniem Benedykta XVI. To z jego rekomendacji – jeszcze jako kardynała – Di Noia został mianowany przez poprzedniego papieża zastępcą sekretarza w Kongregacji Doktryny Wiary.
Malcolm Ranjith, dotychczasowy sekretarz Kongregacji Kultu Bożego jest człowiekiem szczególnie cenionym przez tradycjonalistów. I nie jest to jedynie zasługa jego konserwatyzmu, ale także ostrości sądów i ciętego języka. Powrót arcybiskupa Ranjitha na rodzinny Cejlon nikogo jednak w Rzymie nie zaskakuje. Lankijski hierarcha był postrzegany jako „papieski zderzak”. Wziął na siebie zadanie wypowiedzenia ostrych i gorzkich słów pod adresem biskupów kwestionujących zapisy Motu Proprio Summorum Pontificum i konsekwentnej pacyfikacji krnąbrnych purpuratów. Trzeba pamiętać, że Episkopat Polski także nie wykazał się pokorą i nadal obowiązują u nas skandaliczne „wytyczne” do papieskiego dokumentu (na szczęście po kolei uchylane interpretacjami Ecclesia Dei). Nie sposób przypuszczać, by działania Ranjitha nie były uzgodnione z Ojcem Świętym. Przeciwnie, papież z jego pomocą – w sposób nie nadwyrężający autorytetu lokalnych episkopatów – przywołał biskupów do porządku.
Grupa parafian w cerkwi św. Michała Arcystratega w Wielkim Poście na słowa "Błogosławiony jesteś Panie, naucz mnie Twoich ustaw" wykonywała głęboki pokłon, a inna grupa padała na twarze. Prowadziło to do sporów. Ci pierwsi wyzywali drugich od faryzeuszy, a ci drudzy nazywali tamtych bezbożnikami. Któregoś roku, gdy spór zakończył się bójką w nawie cerkwi, proboszcz przerwał nabożeństwo, zdjął szaty i udał się na plebanię. Parafianom zrobiło się wstyd i poszli do proboszcza, aby raz na zawsze zażegnać spór. Niech powie co jest zgodne z Tradycją. Drzwi otworzyła żona proboszcza. Jeden z parafian, szewc Ilja zaczął:
- Matuszka, zawołajcie Batiuszkę, aby raz na zawsze zażegnać spór: co jest zgodne z Tradycją? Czy należy się kłaniać, czy padać na twarze? Bo ci bezbożnicy twierdzą, że wystarczy ukłon, my zaś - że trzeba paść na twarz.
Wywiad z biskupem Mostar-Duvno Ratko Perić opublikowany w biuletynie diecezji Mostar-Duvno, „Kościół na skale” nr.4/2006, str. 22-24, po jego wizycie Ad Limina od 23-28 luty 2006
Cnak: Jakie są wrażenia waszej ekscelencji po pierwszym spotkaniu z Papieżem?
Biskup: To było moje pierwsze z nim spotkanie jako papieżem, ale nie pierwsze z Josephem Ratzingerem, który poprzednio był Kardynałem Prefektem Kongregacji Doktryny Wiary. Poprzednio było wiele takich spotkań, szczególnie wraz z biskupem Żanićem, dotyczących problemów które wciąż są ciężarem dla naszej diecezji. Jednym z asystentów ds. Papieskich prywatnych audiencji jest nasz ksiądz Petar Rajić, którego rodzice pochodzą z Doljani, parafii w Draćevo w diecezji Trebinje-Mrkan. On prowadzi przybywających przez cały protokół: wejście, pozdrowienia, zdjęcia, zakończenie i wyjscie. Każdy biskup ma 15 min. na osobiste spotkanie z papieżem. Ja osobiście wręczyłem Ojcu Świętemu pismo „Ku pamięci” na pojedynczej kartce papieru zawierające 3 radosne i 3 mniej radosne wydarzenia w naszej diecezji. On przeczytał tekst i odniósł się do pewnych punktów zadając pytania i komentując je.
Jesteśmy dumni z polskich kolęd i pastorałek – żaden chyba naród nie ma tak bogatej, tak pięknej i tak chętnie śpiewanej kolekcji pieśni bożonarodzeniowych. Zazwyczaj jednak nasza ich znajomość kończy się na pierwszych dwóch, trzech zwrotkach. A szkoda, ponieważ niektóre z nich rozwijają się w sposób zadziwiający, i z początkowej radości przechodzą klimaty zgoła inne. Dobrym przykładem jest piąta zwrotka kolędy „W żłobie leży”, w której Boże Dzieciątko skarży się słowami: „Świat doczesne wolności zwykł jest kochać, mnie zaś w złości ściele krzyżowe łoże”. Po okresie bożonarodzeniowej radości musi nadejść wielkopostny smutek i zaduma.
Gorzkie żale, zbiór pieśni o Męce Pańskiej, śpiewany tylko w czasie Wielkiego postu, a nazwany tak od pierwszego wiersza początkowej pieśni: „Gorzkie żale przybywajcie!” Śpiewanie tych pieśni nazywają Pasją (t. j. Męką) i lamentacją, a cały zbiór drukuje się dziś pod tytułem „Rozmyślanie Męki Pana Naszego Jezusa Chrystusa,” bo w nabożeństwie tern wszystkie szczegóły Męki Chrystusowej są wspomniane. Początek Gorzkim żalom dały średniowieczne mysterja czyli djalogi religijne, przedstawiające Mękę Pańską, co pokazuje się już z samego układu, gdzie prologiem czyli wstępem jest właśnie pieśń „Gorzkie żale przybywajcie, serca nasze przenikajcie”.
Chociaż do Wszystkich Świętych jeszcze trochę czasu, ale już dzisiaj chciałbym uraczyć Czytelników Niedzieli tematem cmentarno-pogrzebowym. Media podały bowiem dwie wiadomości o praktykach tak absurdalnych, że chyba nawet mistrz Mrożek by ich nie wymyślił.
Otóż kibice piłkarscy argentyńskiej drużyny Boca Juniors już od kilku lat mogą sprawić sobie eleganckie, trumny w kolorach drużyny (żółtozielone). Ponieważ cieszą się one dużym powodzeniem, ofertę dla wiernych kibiców postanowiono poszerzyć o specjalne miejsca wiecznego spoczynku. Na jednym z cmentarzy wydzielono piłkarski sektor, wyłożony murawą z boiska drużyny Boca Juniuors, oddzielony od reszty nekropolii bramą w klubowych kolorach. Za opłatą kilkuset dolarów można cieszyć się wiecznym spoczynkiem w towarzystwie innych fanów futbolu, a także piłkarzy i działaczy sportowych, dla których przygotowano 300 bezpłatnych miejsc.
Obecne przepisy postne są zredukowane do postu od mięsa w piątki całego roku oraz postu ścisłego w Popielec i Wielki Piątek. Nikt jednak nie zabrania stosowania bardziej rygorystycznych postów, i osoby odczuwające potrzebę nieco większych umartwień wielkopostnych mogą dobrowolnie stosować stare przepisy.
Od jakiegoś czasu obserwuję w naszym kraju coraz większe lekceważenie dla tak zwanej wiedzy ogólnej. Polacy coraz mniej cenią wiedzę, która nie przekłada się wprost na pieniądze, lub praktyczne umiejętności do tych pieniędzy prowadzące. Widać to zresztą na przykładzie powszechnej niechęci do wprowadzenia rzeczy ze wszech miar słusznej – czyli obowiązkowej matematyki na maturze. Królowa nauk, będąca między innymi wspaniałą szkołą logicznego myślenia, jest w powszechnej świadomości redukowana do rachunków, a wszystko ponad nie, uważane jest za nieprzydatne dla przeciętnego człowieka. Sam zresztą wiele razy spotkałem się z ludźmi niemal dumnymi z własnych kłopotów z matematyką w szkole.
Człowiek jest istotą duchową i tej prawdy, jak do tej chwili, nikomu nie udało się zanegować. Pomimo tego niezaprzeczalnego faktu, wyznawanie swojej wiary, szczególnie w Jezusa Chrystusa, jest niemodne, często wyśmiewane lub zwalczane. Dlaczego tak się dzieje? Otóż główną przyczyna jest Dekalog, dany ludziom od Boga drogowskaz moralny, porządkujący w sposób doskonały stosunki społeczne oraz ustalający odpowiednie relacje pomiędzy sacrum a profanum. Niestety Dekalog staje na drodze nieograniczonej konsumpcji i hedonistycznemu stylowi życia.
Solą w oku bożka handlu i sprzedaży jest III przykazanie. Zachowanie tegoż, wymaga od chrześcijan między innymi uczestnictwa w niedzielnej Mszy Świętej. Niedziela, dla wielu zabieganych ludzi, to jedyny, naprawdę wolny dzień tygodnia. Brak zakazu handlu niedzielnego (a raczej brak brawa do odpoczynku dla klasy nowych niewolników tyrających w supermarketach), spowodował powstanie nowego zjawiska, które jest alternatywa uczestnictwa w niedzielnej Mszy Świętej. Nazwijmy je mszą humanistyczną.